20 października 2006

Świat się kończy

Zapostowano w Ogólne o 09:51:43

Pierwszy raz w życiu zgadzam się z pomysłem Pana Konia. Chociaż całość pomysłu jest mocno do dopracowania (choćby kwestia internatu, prawnych rozwiązań i tego kto i kiedy ma prawo decydować o przeniesieniu), to stanowczo popieram pomysł "dać normalnym dzieciom uczyć się w normalnych warunkach". Tak w zasadzie zamiast przenoszenia obowiązkowego do karnych zakładów wystarczyłoby zezwolić szkołom na wydalanie uczniów niedostosowujących się do regulaminu - bo obecnie szkoła nie ma prawa tego zrobić, jeśli nie zapewni mu miejsca w innej. Po takim wydaleniu to rodzice musieliby się postarać znależć takiemu gagatkowi miejsce - i całkiem możliwe że jedyną szkołą, która chciałaby go wziąć, byłby ośrodek tego typu jak proponuje Gierych.
A tym którzy się oburzają na moją nietolerancję i na chęć izolowania i "co bym mówiła gdyby to moje dziecko takie było" - nie życzę żeby się na własnej skórze przekonali, co się zaczyna myśleć jak dziecko z ADHD złamie nos ich dziecku. Uczyłam się w szkole w której były tzw. klasy integracyjne i były dni, że bałam się wyjść z klasy na korytarz, bo akurat jeden z 3 psychicznych bysiów miał zły dzień i nie raz i nie dwa razy kończyło się to w najlepszym wypadku wizytą kogoś u pielęgniarki, a w najgorszych na pogotowiu ze złamanym nosem właśnie. I bardzo nie życzyłabym sobie, zeby moje dziecko uczyło się w takich warunkach. Normalnie zachowujących się dzieci jest ponad 95% (ADHD to zdaje sie 2-3% społeczeństwa). Z jakiej racji to one, a nie te 2-3% mają cierpieć? I żeby była jasność - nie mówię o tzw. łobuziakach, o dzieciakach z dużą ilością energii, może czasem przeginających, ale generalnie zdolnych do zachowywania się zgodnie z pewnymi normami społecznymi. Nie mówię też o dzieciach niepełnosprawnych czy niedorozwiniętych umysłowo. Mówię tylko o tych dzieciach, które stwarzają realne zagrożenie dla innych.
Bo jeśli jesteśmy takimi zwolennikami "integracji" i "resocjalizacji" to po co nam więzienia? Może gwałcicieli czy morderców też nie należy zamykać, tylko "rozmawiać z nimi", "otaczać opieką i miłością i przykładem" itd. ?

Komentarze »

  1. Dentharg powiedział(a),

    20 października 2006 o 09:53:07

    Problem jest taki, że jeśli odizolujesz grupę tych "groźniejszych" miast szlifować ich kiedy jeszcze jest to możliwe, to robi się błędne koło i oni w swojej grupie jeszcze bardziej będą napędzać agresję. Co oznacza, że od razu można dla nich budować więzienia.

  2. Cachotterie powiedział(a),

    20 października 2006 o 09:55:42

    A naprawdę wierzysz że trzymając ich w "normalnej szkole" cokolwiek zmieniasz i ich szlifujesz? Z mojego doświadczenia wynika niestety, że g... to daje i tak samo jak naszych 3 bysiów rozbijało innych w 4 klasie, tak samo rozbijali innych (albo mocniej bo przyrosło im mięśni) w 8 klasie.
    Idea "szlifowania" jest piękna, tyle że w normalnej szkole masz normalnych nauczycieli, którzy nie mają wystarczającej wiedzy i siły do tego, żeby to robić. Nie jesteś w stanie wypełnić wszystkich szkół takimi "survival" nauczycielami, więc tym bardziej skłaniam się ku idei szkół dla agresywnych, w których kadra mogłaby od razu być dobrze selekcjonowana.

  3. Dentharg powiedział(a),

    20 października 2006 o 09:57:59

    Problem nie jest w dzieciakach. Problem jest w rodzicach i tym, że dzieciaki mają większe prawa niż nauczyciel. Odebrano nauczycielom przywilej trzaskania linijką po łapach - a to przecież środek wychowawczy i wcale nie taki groźny. Dawniej ucznia wyprowadziało się z klasy, targało za ucho jak był niegrzeczny: nauczyciel wychowywał; Teraz nauczyciel nie może już wychowywać bo jest opluwany przez rodziców.

  4. Cachotterie powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:01:15

    A to też w 100% racja, jak oglądam czasem Supernianię to stwierdzam, że 90% tego całego ADHD to zapewne nie "wrodzone" tylko po prostu z dupy wychowanie. Możliwe, że przywrócenie nauczycielom większych praw by poskutkowało w pewnym stopniu, aczkolwiek założenie tu jest takie, że nauczyciel wiedziałby jak tę władzę wykorzystać (w sensie: że nie są takimi do dupy wychowawcami jak rodzice). Zważywszy ile w Polsce nauczyciele zarabiają i kto zwykle na te posady trafia, to nie wiem czy nie jest to zbyt odważne założenie niestety...

  5. Jajcuś powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:02:14

    IMHO powinno dążyć się do tego, co było kiedyś. Że jak uczeń w szkole przeskrobał, to przede wszystkim bał się reakcji rodziców ("pół biedy, że nauczycielka zbiła linijką... jak tatuś się dowie, to mnie zabije"). Teraz rodziców g..o obchodzi co ich dzieci w szkole wyrabiają, bo nie ponoszą za to żadnych konsekwencji. A wystarczyłoby, że byliby zmuszeni odebrać ze szkoły dziecko, które musiało zostać wyrzucone z lekcji (bo przeszkadza innym). Jeśli tego nie zrobią -- dzieckiem zajmie się np. policja, a oni zapłacą karę. Jak taki rodzic będzie musiał się kilka razy z roboty zwalniać, albo płacić, to już dopilnuje, żeby dziecko takiego numeru nie powtórzyło.
    Można się zastanawiać nad innymi rodzajami odpowiedzialności rodziców, ale IMHO właśnie odpowiedzialność rodziców jest kluczowa. To przede wszystkim rodzice powinni zająć się wychowaniem dzieci. Trzeba tylko dać im do tego jakiś powód (skoro tych oczywistych nie rozumieją).

  6. Dentharg powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:02:47

    Powiedz mi, kiedy ostatni raz zwróciłaś uwagę gówniarzowi (tj. w widocznym wieku szkolnym), że pali papierosa. Dawniej jak tylko taki gówniarz pokazałby się z fają w zębach na przystanku zarobiłby w "papę" od pierwszego dorosłego i został odciągnięty za ucho do szkoły/domu. Wszyscy jesteśmy winni.

  7. Dentharg powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:03:22

    Jajcuś, odpisywałem Cachotterie, więc jest "zwróciłaś" :)

  8. Jajcuś powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:07:27

    A kto lubi się wystawiać bandzie dzieciaków na pośmiewisko? Na przeciwko jest liceum (a chyba nawet i gimnazjum jakieś). Często tamtędy przechodzę i jak trafię na przerwę, to przechodzę przez tumany dymów. Ale co moja uwaga by dała? Nie mam nad nimi żadnej przewagi -- oni tylko mieli by dodatkową radochę z nabijania się z dorosłego. A może jeszcze bym oberwał...
    Co innego nauczyciele. Tych uczniowie powinni się bać. Oczywiście tylko wtedy gdy coś przeskrobią. Ale, żeby tak było nauczyciele muszą mieć jakąś możliwość działania.

  9. Dentharg powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:08:51

    Otóż to: gówniażeria po prostu niczego się już nie boi. I to jest problem. Izolacja na nic tu nie pomoże.

  10. Cachotterie powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:10:39

    Jajcuś: Prawda, tylko czy wizja konieczności znalezienia bachorowi nowej szkoły tez częściowo nie byłaby takim straszakiem? Bo obowiązek szkolny jest - jak rodzic nie załatwi dziecku szkoły będzie miał problemy. Po pierwszym razie przeniesie go pewnie do innej normalnej szkoły i może nauczony doświadczeniem bardziej przypilnuje gówniarza. Jak nie, to za drugim razem będzie miał większe problemy żeby go gdzieś przyjęli - albo go to nauczy odpowiedzialności, a jak nie to ostatecznie dzieciak zostanie wyizolowany w szkole, o której mówi Gierych.
    Zgadzam się z Tobą co do tego, że bez współpracy rodziców nic się nie da zrobić, ale niestety istnieje pewna grupa rodziców która nigdy się nie zmieni - i dzieci takich rodziców moim zdaniem musza być izolowane, żeby nie szkodziły innym. Krótko mówiąc - "no silver bullet", nie ma jednego złotego środka i podchodząc do tego tylko na zasadzie "zrobiliśmy specjalne szkoły dla agresywnych, misja skończona" na pewno niczego się nie osiągnie, natomiast uważam że powinny istnieć jako "ostatnia instancja" jeśli do rodziców "po dobroci" (albo i mniej po dobroci tylko po kieszeni ;) ) nie trafia.
    Dentharg: Nie mam już styczności z młodzieżą szkolną, chwała Bogu. Ale nawet gdybym miała to nie wiem czy akurat na palenie bym zwróciła uwagę. Chce się truć - jego biznes, a istnieje 0.001% szansy że moja uwaga odniosłaby jakikolwiek inny skutek niż gromki śmiech.

  11. Jajcuś powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:13:22

    Problem w tym, że jak grupka dzieci pali na korytarzu w szkole, czy przy głównym wejściu, to truje nie tylko siebie ale i kolegów. No i jak taki kolega i tak przebywa ciągle w dymie papierosowym, to czemu nie miałby sam spróbować?

  12. Dentharg powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:13:47

    Ale tylko dlatego, że byłabyś 1 dorosłym na 100 tysięcy, który to zrobił. Gdyby to robiło 2 na 3 dorosłych - byłoby inaczej. I znów: my jesteśmy winni. Gdzieś po drodze, w pośpiechu, po prostu zapomnieliśmy o wychowywaniu dzieciaków. I ja sam, choć w zasadzie niedawno byłem gówniarzem, uważam, że nie dopełniam swoich obowiązków wychowawczych w stosunku do młodszych.

  13. Cachotterie powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:15:29

    To zawsze zależy, szczerze mówiąc o paleniu w szkole na korytarzu nie słyszałam, za "moich czasów" były nieoficjalne (zawsze raczej ukryte) palarnie gdzie dzieciaki się chowały, no i wiadomo że trafiały tam tylko te które chciały. Nauczyciele robili tam naloty, dzieciaki się chowały, ciężko było coś udowodnić... robota głupiego, niestety.

  14. Cachotterie powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:16:37

    Dentharg: A ja wciąż uważam, że to głównie do rodziców należy wychowanie. Bo 2/3 dorosłych zwróci uwagę takiej grupce, a oni "a nam rodzice pozwalają palić, co się pani wtrąca?" - i co odpowiesz?

  15. Jajcuś powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:17:41

    Cachotterie: gdyby to tak dalej wyglądało, to by mnie to nie obchodziło. Sam chodziłem z kolegami za szkołę na papierosa (tyle, że ja nie paliłem, tylko dotrzymywałem towarzystwa). :-)

  16. Dentharg powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:17:56

    W teorii: zapytam gówniarza o numer do rodzica i zadzwonię. Ale to oczywiście teoria.. w dodatku utopijna. Uważam, że do pewnego wieku dzieciaka należałoby się wtrącać.

  17. Cachotterie powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:22:10

    Jajcus: To ja jestem nie na bieżąco ;) Zapewne w statucie szkoły jest że dzieciakom nie wolno palić, skoro łamią zakaz, w dodatku publicznie, to jakieś konsekwencje powinny być, a zapewne nie ma. W moim liceum była kiedyś dość głośna sprawa że mieli wywalić kilka osób za to że nakryli ich z piwem i papierosami gdzieś w okolicach szkoły. Ostatecznie im darowali, ale było to na zasadzie "jedno przewinienie więcej i wylot". Może teraz inaczej to działa, a może to zależy od szkoły...
    Dentharg: Załóżmy że nawet dostaniesz ten numer, zadzwonisz, a rodzic podpitym głosem Ci powie "tttaaa, moszee palić, szemu nie?" - i co dalej?...
    Staram się po prostu pokazać że społeczeństwo owszem, może też wychowywać, ale zawsze będzie na drugim miejscu za rodzicami i to od nich, moim zdaniem, a nie od społeczeństwa należałoby zacząć reformę...

  18. Dentharg powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:24:06

    Cachotterie: I wtedy takiemu rodzicowi "nie należy się " dziecko i powinna istnieć instytucja, która takimi przypadkami się zajmie. To tak samo jak z sąsiadami, którzy zgłoszą, że dzieciak jest maltretowany przez rodziców. Nawet teraz do mam z noworodkami od czasu do czasu zachodzi pielęgniarka środowiskowa, tak?

  19. Cachotterie powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:25:41

    Zacznijmy od przypadków kiedy dzieci są odbierane rodzicom którzy je biją, zaniedbują (nie dają jeść czy nie dbają o ubrania/buty), molestują seksualnie. Na razie nawet tyle nie jest robione, więc to że dziecko byłoby odbierane rodzicowi który pozwala mu palić albo przeszkadza w lekcjach jest dla mnie kompletną abstrakcją...

  20. Dentharg powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:27:10

    Zgadzam się to jest ważniejsze. Problem jest taki, czy izolacja to dobry środek wychowawczy "na razie, na te kilka (-nascie?) lat, tak zastępczo". Przez ten czas urośnie nam odizolowana od społeczeństwa, wyrzucona na margines hołota.

  21. Cachotterie powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:33:41

    Dlatego bardziej bym się skłaniała ku pomysłowi bezwarunkowego usuwania ze szkoły (i niech rodzic się martwi o następną szkołę) zamiast tworzenia ośrodków do których odgórnie są przydzielane takie dzieci, bo dzięki temu większa odpowiedzialność byłaby zrzucana na rodzica (może czegoś by się nauczył, a jak by się o szkołę nie postarał to już jest całkiem dobry argument do ograniczenia praw rodzicielskich). Natomiast ponieważ edukacja rodziców jest procesem długotrwałym, a obecny stan szkoły jest katastrofalny, to myślę że te ośrodki byłyby może nie tyle środkiem zastępczym, co raczej równoległym (stosowanym w przypadku rodziców, których wychować się nie udaje).

  22. takitam powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:34:45

    Tak, Jajcuś. To dobre podejście, że boisz się, że ojciec Ciebie zabije. Ja się tak bałem kilka lat, kilka razy zostałem porządnie skatowany przez ojca. I wiesz to nie pomaga w wychowaniu. Uwierz.

  23. ajot z pracy powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:38:18

    takitam: Jajcuś raczej nie mówi o patologiach, ale o normalnym solidnym klapsie.

  24. DarkStar powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:40:23

    Mnie się wydaje, że Jajcuś nie to miał na myśli, a zabijanie było przenośnią. Dziecko powinno się bać rodziców, ale bać, tzn. mieć szacunek również. Nie chodzi o to, żeby kogoś ojciec katował.

    Ja pamiętam, że jak zarobiłem pierwszą ocenę niedostateczną w podstawówce to się rozpłakałem już po wyjściu ze szkoły. :D Nie wiedziałem jak to powiem rodzicom, bo bałem się.

  25. Cachotterie powiedział(a),

    20 października 2006 o 10:42:36

    Bicie nie jest jedynym (a wręcz ostatnim moim zdaniem) środkiem wychowawczym. Moi rodzice nigdy w życiu mnie nie zbili, klapsy też należały do rzadkości (i jeśli już to raczej w okresie wczesnego dzieciństwa, jak np. wyrywałam się pod samochód, a byłam za mała żeby mi tłumaczyć), a jednak umieli mnie wychować tak żebym miała dla nich respekt.

  26. DeSnajpa_IV powiedział(a),

    20 października 2006 o 14:23:37

    Może by tak podzielić kraj? Powiedzmy na południu ci, co chcą się rozwijać, uczyć, mieć spokój (w szkole), a na północy bandici, chołota żyjąca swoimi zasadami, z własnym prawem itp (to tylko przykład).

  27. Dentharg powiedział(a),

    20 października 2006 o 14:24:34

    To ja chcę, żeby Śląsk się odłączył i powstało Księstwo Śląskie (Dolnośląskie?) i żeby wszyscy politycy i kaczki zostały w Polsce :p

  28. DarkStar powiedział(a),

    20 października 2006 o 14:25:29

    Polska dzieli się na Polskę A na zachodzie i Polskę B na wschodzie. :P

  29. Kasia powiedział(a),

    20 października 2006 o 21:52:13

    kurcze... pracuję w szkole, a nie nadążam za innowacjami pana ministra... byłam na etapie, gdzie do tych szkół miano wysyłać dzieci, które 2-3-krotnie dostaną naganne zachowanie na koniec roku (świetna perspektywa w szkołach 3-letnich;D, no chyba, że za każdym razem skutkowałoby to brakiem promocji...)
    tak czy inaczej - problemy wychowawcze są dziś ogromne... zgadzam sie z Jajcusiem, że na ulicy jesteśmy raczej bezradni, bo ani uwagi zwrócić (a kurwami etc. nie będę się z małolatami przerzucać), ani wychować inaczej - wystarczy posłuchać, o czym "oni" głośno rozmawiają na chodnikach, w autobusach, olewając kompletnie to, że obok idzie już nawet nie jakiś przypadkowy dorosły, ale nauczyciel z tej samej szkoły... rodzice często są walnięci i we wszystkim wierzą dzieciom, i bronią do upadłego, nawet nie wnikając, co się stało...
    jakoś mi się nie podoba pomysł ministra co do specjalnych placówek, bo nie znam masowych przypadków cudownej reedukacji w poprawczakach i tym podobnych instytucjach... a czym byłyby te placówki? i jakich narzędzi by tam używano - zakuwania w dyby? batożenia? głodzenia? ludzie - mamy takie prawo, że gówniarze i tak zawsze będą górą i guzik się z nimi zrobi, jak nie wykażą dobrej woli, albo nie przycisną ich rodzice... a jeśli prawo by się zmieniło, to i zwykła szkoła poradziłaby sobie z takimi delikwentami w prosty sposób (popieram autorkę jogga) - można by i zawiesić, i wywalić etc., a rodzice szukaliby miejsca albo w "giertychówkach", albo w płatnych szkołach i jakby zostali trzepnięci zdrowo na kasę, to może by zmądrzeli... brutalne, ale tak myślę...
    i na szczęście pracuję w szkole, w której jeszcze to uczeń czuje respekt przed nauczycielem, a nauczyciel nie boi się chodzić do pracy... i atmosfera panuje raczej przyjazna - większość z "nas" i "ich" się chyba wzajemnie lubi... co nie zmienia faktu, że sporo rzeczy dobrze by było inaczej uregulowac prawnie...

  30. anetka powiedział(a),

    21 października 2006 o 23:14:03

    Cachoterrie: podoba mi się Twoje podejście.

    Do wszystkich: ostatnio zwróciłam uwagę małemu smarkaczowi, który szedł z mamusią i rzucił pod nogi papierek (metr dalej stał kosz). Kazałam mu się wrócić i podnieść śmiecia. Mamusia i dziecina byli tak zaszokowani, że wykonali moje polecenie. Mało tego mamusia przypominając sobie wreszcie, że jednak ma język w buzi skarciła swoją pociechę, że tak nie można robić. Czym skorupka za młodu...

  31. DarkStar powiedział(a),

    21 października 2006 o 23:24:05

    Ja dzisiaj wybrałem się do kina. Najpierw, kiedy oczekiwałem na busa, minęła mnie para matka-syn. Syn był sporo niższy ode mnie, dałbym mu maksymalnie 15 lat, palił papierosa idąc chodnikiem i konwersując z matką, która najzwyczajniej w świecie pytała go czy raczy być o 18 w domu.
    Wracając z kina autobusem miałem wątpliwą przyjemność wysłuchiwać krzyków i niewyszukanych żartów podpitej młodzieży, lat znowu naście. Autobus był pełny, nikt, włącznie z kierowcą nie zwrócił im uwagi. Społeczeństwo zaakceptowało tego typu zachowania i ludzie nie reagują. Najgorsze jest to, że nawet gdybym chciał zareagować, to wiem, że nikt z pasażerów mnie nie poprze i zostanę sam przeciw kilku wyrostkom. Pewnie podobnie myślą inni pasażerowie...
    Kiedy już wracałem przez osiedle do domu po zmroku, mijałem parę dorosłych siedzących na ławce (na oko powiedziałbym, że małżeństwo). Kiedy przechodziłem obok, podeszła do nich młoda dziewczyna (wiek - naście, powiedziałbym, że córka, bądź ktoś z rodziny) i zaczęła zdanie od słowa "kurwa", po czym podjęła temat jakiejś osoby. Dorośli wykazali się taką samą reakcją, jakby właśnie powiedziała "dobry wieczór", czyli było to dla nich coś całkiem normalnego.
    To chyba jest normalne. Tak po prostu wygląda życie dzisiaj.

  32. meak powiedział(a),

    21 października 2006 o 23:26:00

    Kasza, czy Ty na bazie słów G. nie wyobraziłaś sobie własnej, wyidealizowanej wersji? Jesteś pewna, że właśnie G. dobrze ten pomysł zrealizuje? Nie obawiasz się, że w końcowej wersji w szkole zostaną wyłącznie prawdziwi Polacy? Dzisiaj tylko pytam ;)

  33. Kasia powiedział(a),

    21 października 2006 o 23:26:56

    ja też byłam dziś w kinie i wracałam autobusem pełnym chamskiego małolactwa, bo się okazało, że niedaleko mnie otworzyli jakąś nową wielką dyskotekę... ale w autobusie zwróciłam uwagę gnojkowi, który próbował zapalić fajkę... i musiałam mieć wyjątkowo zołzowaty ton i wzrok, bo zrezygnował i nawet zwracał sie do mnie per "pani"...

  34. Kasia powiedział(a),

    21 października 2006 o 23:27:57

    aha - dziś widziałam tę sławną reklamę wyborczą Romana z zatrzaskującą się bramą szkoły... totalna porażka...

  35. lemiel powiedział(a),

    22 października 2006 o 00:48:07

    Pomysł niedopracowany może. Ale szczegółów jeszcze nie znamy. Nie wiadomo też co w tych ustaleniach z Ministerstwem Sprawiedliwości.
    W sumie wychodzi na to, że jak by było podobnie jak w amerykańskich filmach się ogląda, np. taki "Boston Public" na Polsacie, to rodzice wzywani do szkoły a uczeń zawieszony albo relegowany. I jest raczej przerażony taką perspektywą.

    Ale jakby tak było to ja popieram!
    I zacząłem się zastanawiać, czy Romkowi "do kancelarii" maila nie posłać.

    I jeszcze to:
    http://fraglesi.wordpress.com/2006/10/19/reforma-giertycha/

  36. lemiel powiedział(a),

    22 października 2006 o 01:17:01

    Napisałem tego maila. Szczegóły jak ktoś chce u mnie.

  37. Kasia powiedział(a),

    22 października 2006 o 01:17:54

    czekam na szczegóły...

  38. Cachotterie powiedział(a),

    22 października 2006 o 10:33:38

    Meak: Myślę że tak, że jego idea ma duuużo luk, że w takiej formie jak to obecnie media przedstawiają (cholera wie jak wygląda/będzie wyglądać ustawa to regulująca) to jest nie bardzo. Natomiast w pełni zgadzam się z samym pomysłem wzięcia takich gnojków za rogi, a w skrajnych przypadkach zadbanie o to, żeby trafiali do szkół, w których uczą ludzie potrafiący dobrać im się do skóry. Czy przez to że tylko taka "giertychówka" (przy czym to jak ona by miała wyglądać przypuszczalnie w moich wyobrażeniach wygląda inaczej niż w Giertycha ;) ) ich przyjmie po kolejnym wywaleniu ze szkoły, czy przez to że rzeczywiście będzie jakiś zespół o tym decydujący (drugie rozwiązanie podoba mi się mniej) - kwestia dyskusji i dopracowania...

  39. grafomańskie powiedział(a),

    23 października 2006 o 20:11:21

    Myślę, że to trochę, nie tak. Może naiwnie, ale ludzie się źli nie rodzą. Mniejsze liczebnie klasy, w integracyjnych opiekunowie (dodatkowi) dla tych "trudnych". Zwyczajnie w dzieciakach trzeba widzieć ludzi, a nie wrogów z drugiej strony barykady. Takie izolowanie samych "złych" nic nie da. Prawdą jest, że rodzice przestali wychowywać i to nie zawsze z pogoni za bytem, ale z wygody. Sama słyszałam opowieść zachwyconej wnukiem babci, o tym jak za dwa złote, jej ulubieniec biednemu chłopcu kazał zjeść robaka. Chłopiec zjadł, a ją to ubawiło.

  40. Kasia powiedział(a),

    23 października 2006 o 20:16:18

    i z tym się zgadzam - izolacja to nie jest metoda... poza tym nie wolno sądzić po pozorach i jak widzę tę kretyńską reklamę, gdzie za dziewczyneczką w kiteczkach podąża zła młodzież w skórzanych płaszczach, czarno odziana i z dziwnymi fryzurami, to mnie szlag trafia... nie wygląd świadczy o człowieku, a piękny Roman usilnie chce nam wmówić, że taki podział na dobrych i złych łatwo przeprowadzić...
    może w ramach jego reedukacji kazać mu oglądac naokrągło "Młodych gniewnych" na zmianę z odcinkami "Boston Public"...?

  41. Cachotterie powiedział(a),

    23 października 2006 o 20:23:28

    "Izolacja to nie jest metoda" - a czemu jest metodą izolowanie przestępców w więzieniach?
    Moim zdaniem są jednostki nieprzystosowane społecznie, na które tzw. resocjalizacja nie pomaga. Wolałabym żeby skupiono się na mądrym rozróżnianiu, w które dzieciaki warto inwestować i starać się do nich podejść "po dobroci", a na które tylko żelazna dyscyplina pomaga, niż odrzucaniu jako "pure evil" całego pomysłu, że niektóre niestety właśnie izolować/kontrolować trzeba będzie.
    Natomiast w pełni się zgadzam że sądzenie po skórzanym płaszczu jest kretyństwem, natomiast telewizora nie mam, więc wspominanej wszędzie reklamy na oczy nie widziałam (mogę sobie wyobrazić jedynie ;) )

  42. Kasia powiedział(a),

    23 października 2006 o 20:26:24

    ja póki co jeszcze dostrzegam różnicę między tzw. "trudną młodzieżą", a przestępcami... a jeśli już tak stawiamy sprawę, to zastanówmy się, czy zależy nam na takich skutkach cudownego wychowywania wg LPR, jakie daje pobyt w więzieniach i zakładach poprawczych...

    a co do reklamy - tu jest jej parodia, znacznie bardziej mi się podoba od oryginału:
    http://www.youtube.com/watch?v=s-PZUvP-mE4

  43. ajot powiedział(a),

    23 października 2006 o 20:26:26

    Cachotterie:

    http://video.google.com/googleplayer.swf?docId=3753556397144810625&hl=pl

  44. Cachotterie powiedział(a),

    23 października 2006 o 20:44:23

    *Czasem* różnica między "trudną młodzieżą" a przestępcami to tylko kilka lat...
    A swoją drogą za np. znęcanie się psychiczne (a może i fizyczne typu szambonurek) nad kolegą/kolegami raczej nikogo jeszcze nie skazano, natomiast dla mnie to jak najbardziej kwalifikuje się pod wydalenie ze szkoły, bo ile dają obecne metody to niestety widać w głośnych co jakiś czas sprawach.

    Pytasz czy zależy mi na skutkach jakie daje pobyt w więzieniu - nie, ale z drugiej strony mam się godzić na to że moje przyszłe dzieci będą się bały chodzić do szkoły przez swoich kolegów? Też niespecjalna wizja. Poza tym cholernie dużo zależy od tego jak by te "giertychówki" wyglądały. O ile obawiam się że w wykonaniu tego ministra to by była żałość i rzeczywiście "więzienie wersja mini", o tyle generalnie uważam, że można to zorganizować z głową i tak aby uczyły, a nie deprawowały.

    Inaczej zaś wszystko ujmując - nie uważam żeby wydalenie do szkoły o "podwyższonym rygorze" miało być normą, a raczej ostatnią instacją - ale powinno być możliwe. Dzieciaki muszą czuć, że w przypadku skrajnych naruszeń regulaminu i współżycia społecznego czekają na nie konsekwencje. W tej chwili czują się zupełnie bezkarnie, bo rodzicom nie zależy na tym żeby je wychowywać, a nauczyciele nie mają do tego środków.
    Ja też wierzę, że ogromna większość dzieci nie jest zła z natury, natomiast paskudne skutki ma przebywanie w towarzystwie choćby jednego takiego, którego za nic utemperować się nie da - bo cała reszta owczym pędem go naśladuje. Pal diabli jeśli to jest tylko przeszkadzanie na lekcji, ale jeśli w grę wchodzą np. narkotyki czy innego rodzaju konflikt z prawem, to już się sprawa robi poważna. Wystarczy zapanować nad tym jednym zgniłym jajem, żeby reszta też wróciła do normy - ale jeśli jedynym sposobem do tego zapanowania okaże się izolacja takiego dziecka, to ja wybieram dobro tej zdrowej większości.

    Oczywiście wszystko IMVHO ;)

  45. Kasia powiedział(a),

    23 października 2006 o 21:01:29

    zgadzam się z Tobą w jednym - w przypadkach skrajnych powinna być jakaś alternatywa, tylko niech wymyślą to specjaliści, please, a nie politycy...
    ja jestem zwichnięta - znam szkołę od środka (jak już pisałam, moja jest na szczęście z gatunku normalnych, co do zestawu uczniów) i wydaje mi sie, że da się odróżnić tego, z którym da sie jeszcze coś zrobić od delikwenta "do odstrzału"... dużo tu robi klimat szkoły... może gdyby to byli rozpuszczeni toporni chłopcy z technikum, w którym zakładali auczycielowi (skądinąd postać mi nieobca i naprawdę nijak do szkoły nie pasująca) kosz na głowę, byłoby inaczej... ale oni też nie zakładali tego kosza każdemu, na pewno były lekcje na których bali się pisnąć czy głębiej odetchnąć...
    jasne, że też spotykam gości, na których nie znam sposobu (najczęściej sami strzelają sobie samobója w końcu), ale wiem, że zawsze można przynajmniej spróbować pogadać z kimś takim...
    miewam też do czynienia z "nimi" w wakacje... pracuję na obozach - zupełnie inne warunki, na pozór mają dużo większy luz i mniej zagrożeń konsekwencjami... i wiesz co? akurat z łobuzami dogaduję się zawsze najlepiej... czasem świrują - to fakt... ale przy bliższym poznaniu okazuje się, że mają naprawde nieźle w głowach poukładane... tylko nie wiem jak zostaliby ocenieni przez ludzi, którzy nawet nie postaraliby się ich poznać, albo wystąpili z pozycji wroga... to oznaczałoby przegraną na starcie...

  46. Cachotterie powiedział(a),

    23 października 2006 o 21:22:19

    Ok, specjaliści powinni wymyślić konkrety, ale mocy sprawczej nie mają - niestety. Ale to nie tylko w edukacji - również niestety.

    Co do "łobuzów" - też mam na koncie dogadywanie się z nimi ;) ale głównie w przypadkach, kiedy to łobuzerstwo wynika z chęci zwrócenia na siebie uwagi (bardzo często zresztą chyba to główny powód). Są jednak przypadki patologiczne i na te trzeba mieć arsenał innych metod.

    Wydaje mi się, że kluczowym w tym wszystkim jest kwestia "wykonania" - niezależnie od obranej drogi. Każdy jeden przepis i każdą możliwość prawną można wykorzystać dobrze i źle - tak samo byłoby z tymi szkołami... Na pewno służyłoby temu jak największe oddzielenie od polityki na rzecz decyzji jak najbliżej źródła - czyli zestawu mądrych nauczycieli w szkole w której uczy się delikwent do potencjalnego "odstrzału". Inna sprawa, że w przypadku tak marnie opłacanego zawodu też mogłoby to różnie wyglądać - szkoły jak Twoja, gdzie pewnie kadra potrafiłaby podjąć słuszną decyzję, ale i takie gdzie jacyś frustraci by sie wyładowywali, bo dzieciak się nie tak ubiera...

    Krótko mówiąć tak źle i tak niedobrze ;) Każde rozwiązanie niesie ze sobą potencjalne problemy, natomiast na pewno każdemu pomaga dyskusja, zwracanie uwagi na problem, no i też jednak pewne ustandaryzowane normy postępowania, żeby ograniczyć widzimisię.

  47. Kasia powiedział(a),

    23 października 2006 o 21:26:21

    taaaa... jak to rzekł kiedyś chłopaczek u mnie na lekcji: "my tu gadu gadu, a Chińczyków przybywa...";)
    Lemiel napisał list do Romana - podjął jakieś konkretne działanie czyli... my tu wymieniamy poglądy, ale co z tego... czy ktoś się tym zainteresuje? dopóki wszystko w tym kraju jest kwestią polityczną, to i tak najmądrzejsze pomysły o kant d... rozbić...
    ja w takim razie pozostaję przy inicjatywie oddolnej, na własnym poletku - jak Kandyd po wizycie na Eldorado...:)

  48. Cachotterie powiedział(a),

    23 października 2006 o 21:29:34

    Hehe, a to akurat chyba najzdrowsze podejście, jakbyśmy wszyscy tak zaczęli na miarę swoich możliwości (bo wiadomo że Ty masz zupełnie inne niż ja ;) ) to .. eh, raj na ziemi ;)
    P.S. Jak mi dziś siostra powiedziała co im Giertych na maturę zgotował, to się za głowę złapałam. To już za moich czasów Łybacka z odwołaniem w ostatniej chwili nowej matury na rzecz "do wyboru" nie była tak potrzaskana (a myślałam że pobiła rekord, cóż, nie doceniłam obecnej koalicji ;) )

  49. ajot powiedział(a),

    23 października 2006 o 21:30:43

    Co nowego Giertych na maturę zotował?

  50. Kasia powiedział(a),

    23 października 2006 o 21:32:22

    ajot - pytałeś o wersję ostateczną? tego jeszcze nie wie nikt;) Ustawą z 8 września 2006 zajmuje się ponoć obecnie Trybunał Stanu (w ramach 2-letniej vacatio legis w sprawach reform edukacyjnych)
    mnie i tak najbardziej powalił piekny Roman w programie Lisa na początku września, kiedy tłumaczył, że wprowadzamy obowiązkową matematykę na maturze, bo domagają się jej uczelnie wyższe (na pewno polonistyka i teologia:D), ale że mamy wielu uzdolnionych humanistów, nie możemy im zamykać drogi na studia, w związku z tym od razu pozwalamy im nie zdać jednego przedmiotu maturalnego (np. tejże matematyki) - słynna już amnestia maturalna...
    skutkiem tego maturalny matfiz w mojej szkole zapowiedział w tym roku swojej polonistce, że ma ich nie męczyć, bo oni się uczą innych rzeczy, a polski wezmą po giertychowemu jak coś... ekstra, nie?
    zatem: co knuje Roman i na kiedy - tego nie wie nikt...;)

  51. Cachotterie powiedział(a),

    23 października 2006 o 21:39:45

    Do tej pory było tak, że jak ktoś chciał zdawać maturę rozszerzoną z np. matematyki, to mógł (albo musiał? w sumie nie wiem) zdawać też podstawową. Z większością przedmiotów jest tak, że podstawowa jest banalna, natomiast rozszerzona zdecydowanie nie (bardzo duża przepaść). Efekt dotąd był taki, że jak komuś się nie powiodło ambitne podejście, to wciąż mógł mieć zdaną maturę (bo podstawowy zaliczył). Obecnie zdajesz albo-albo, co karze tych ambitnych (bo jak im się powinie noga na rozszerzonej to są ugotowani). Niby Giertych wymyślił jakieś przeliczniki, tyle że są one wzięte kompletnie z kosmosu (typu 85% z rozszerzonej to chyba 82% z podstawowej czy inne równie absurdalne pomysły).
    I jak zwykle - nie mam nic przeciw idei "jeden egzamin" ale na boga, czemu nie można "treści" matury podstawowej "zintegrować" w rozszerzoną (typu: na podstawowej jest policzenie równania kwadratowego, to na rozszerzonej też jako wstęp do jakiegoś większego zadania) i wtedy można robić przeliczniki, a nie takie coś.

    Moja siostra z tego wybrnie, bo usiądzie, pouczy się, w razie problemów pomogę jej ja albo tata, ale dzieciaki które na rozszerzoną szły bez pewności czy ją zdadzą dobrze w tej chwili mają nie lada zagrychę (dołożywszy do tego jak np. nasza AE uwzględnia w rekrutacji punkty z poziomu rozszerzonego i podstawowego...) Krótko mówiąc jak zwykle oberwą ci, którzy są najmniej winni, bo ktoś musi pokazać że on wie najlepiej.

  52. Kasia powiedział(a),

    23 października 2006 o 21:55:11

    przeliczniki są w drugą stronę: 80% na rozszerzeniu daje 83% na podstawie. ale mało jest tych co zdają rozszerzoną na takim poziomie, więc krzywdzące przeliczniki spowodują, że ostatecznie wypadną dużo gorzej od tych, co od razu wybiorą podstawę i z palcem w nosie te 60-70% dostaną...
    żeby zdać maturę na rozszerzonym też trzeba mieć 30%, co w przeliczeniu na podstawową daje ledwie 40%...
    za 3 tygodnie próba - to dopiero ciekawostka teleranka...

  53. utopijne powiedział(a),

    23 października 2006 o 23:50:47

    Tak sobie myślę, znów naiwnie, ale dzieciaki potrzebują by się nimi ktoś zajmował, organizował czas. U nas źle pomyślana jest opieka nad rodziną. Mam wrażenie, że tymi bezradnymi rodzicami powinien się ktoś zająć. Najbardziej wkurza mnie, gdy małolat mówi, że tu nędza i nic go w życiu nie spotka. Nawiasem mówiąc poziom nauczania w przeciętnych szkołach się obniżył. Tak beznadziejnych lekcji w swojej szkole nie pamiętam, jak te których świadkiem byłam na praktykach. Nie rozumiem w jaki sposób w ciągu tych lat tak mógł zmaleć prestiż(o autorytecie nie wspomnę)nauczyciela, czy to wszystko zależy od pieniędzy?

  54. yoshi314 powiedział(a),

    24 października 2006 o 01:24:39

    nauczyciel stracil prestiz bo nikt go w szkole nie szanuje. jak mialem rozmowe o pracy w szkole to malo sie nie zacialem wlasnie na tym temacie. zreszta dyrektor takze :/

    ehh pozostaje molestowanie psychiczne bo tym gnojom i tak juz nic nie zaszkodzi.

  55. Kasia powiedział(a),

    24 października 2006 o 01:25:49

    oj yoshi, yoshi - optymisto...:D

  56. yoshi314 powiedział(a),

    24 października 2006 o 01:28:16

    gowniarze mysla ze maja same prawa a zadnych obowiazkow. i jeszcze to "wychowanie bezstresowe"

    u mnie w podstawowce baba ciskala kluczami z masywnym bloczkiem po lapach jak ktos gadal. a miala bardzo dobrego cela. i spokoj byl. a teraz? trzeba stawac na wyzynach asertywnosci, psychologii, socjotechniki. i dostawac za to g*ą pensje.

  57. Cachotterie powiedział(a),

    24 października 2006 o 17:26:51

    ajot: Odnośnie tych przeliczników to tu jest dużo dokładniej: http://www.gazetawyborcza.pl/1,75478,3699651.html. Faktycznie trzepnełam się z kierunkiem (to już byłby skrajny idiotyzm jak napisałam ;) ) ale idea pozostaje. Jesteś ambitny - tam gdzie się zdaje tylko podstawową stracisz. Co więcej, wyniki z zeszłego roku pokazują jak koszmarnie niesprawiedliwe i bezpodstawne są zaproponowane przeliczniki.

  58. ajot powiedział(a),

    24 października 2006 o 17:30:14

    Przynajmniej się za wczasu nauczą, że życie nie jest sprawiedliwe.

  59. piter17 powiedział(a),

    20 maja 2007 o 20:11:48

    hej co robic czy mam prawo zdac z jedna jedynka czy to juz koniec??????????????

  60. sah powiedział(a),

    15 października 2007 o 13:41:35

    no no, podlinkował Cię sam Korwin-Mikke!

    http://korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID259289939,RS1,index.html

  61. Maciek powiedział(a),

    15 października 2007 o 17:18:54

    Te klasy integracyjne to jeden z wielu beznadziejnych pomysłów lansowanych przez lewicową Gazetę Wyborczą i tą naszą nibylewicę w ogóle. Niestety – nie doceniając roli mediów gdzie banda kretynów (często bezdzietnych) mówi rodzicom jak wychowywać swoje dzieci (i to w sposób którego mamy dziś widoczne efekty) nie da się tego zjawiska zrozumieć (coraz gorsze kształcenie i warunki dla dzieci w szkole)
    Wydaje mi się że należy wprowadzić płatne szkolnictwo. Jak rodzic będzie musiał zapłacić za szkołę to będzie pilnował żeby dzieciak tych pieniędzy nie zmarnował! Oczywiście wiąże sie to z obniżką podatków (i całą reformą podatkową – to co dziś się dzieje w kwesti haraczów pobieranych przez państwo polskie jest nie tylko niegodziwe, ale jest przestępstwem bez paragrafu!) tak żeby w kieszeni rodzica zostały pieniądze choćby własnie na edukację.
    Poza tym zacznie się rywalizacja między szkołami – dzięki temu zyskają rodzice i dzieci! Będą się uczyć w lepszych warunkach i będą lepiej przygotowane!
    Oczywiście, ktoś zaraz podniesie argument że nie każdego będzie stać. Drodzy państwo – ci którzy będą chcieli wykształcić swoje dzieci to zrobią to! Zostanie 5% dzieciaków z rodzin patalogicznych których nie będzie stać na szkołę tylko dlatego że … są rodzinami patologicznymi. I tu się można zastanawiać co z tym fantem zrobić, ale pomyślcie – 95% dzieciaków będzie miało lepiej! A jak jest dziś...?

    Kolejną sprawą jest taka rzecz jak telewizja i internet – dziś przeciętne dziecko przed telewizorem i komputerem spędza 3 godziny dziennie. Wiecie jaka to jest pralnia umysłu dla dorastającego człowieka??

    Jest wiele możliwości zmian, niestety, blokowane są przez tych ‘oświeconych’ durni którzy prostują banany i twierdzą że marchewka to owoc.
    Dziś nie ma edukacji tylko propaganda.

  62. Gubi powiedział(a),

    15 października 2007 o 21:40:01

    zaskakuje mnie jakie Korwin ma poparcie. coś mi się zdaje, że już za dwa tygodnie będziemy go słuchać z mównicy sejmowej

  63. szlamm-x powiedział(a),

    16 października 2007 o 00:04:59

    Po pierwsze – to RODZICE decydują, do jakiej szkoły chodzi dziecko. 98% (podaję liczbę „na oko” z obserwacji) jest na tyle normalnych, że przynajmniej w jakimś minimalnym stopniu się interesuje potomstwem, czyli na tyle, żeby scedować odpowiedzialność za wychowanie dzieci odpowiedniej instytucji, czy firmie. Po drugie – brak obowiązku szkolnego. Wielu wibitnych ludzi było uczonych w domu, albo byli zgoła samoukami. (Pizarro nie potrafił czytać, jednak był w stanie podbić Inków.)

  64. Draakhan powiedział(a),

    16 października 2007 o 07:00:20

    Uuu, chciałem donieść o podlinkowaniu przez JKM, ale widzę że się spóźniłem :). A co do poparcia jego osoby, to i bardzo dobrze. Może w końcu niektóre ciekawe pomysły UPR-u wejdą w życie jak zacznie być o nich głośniej mówione. Ja zaś bardzo się cieszę, że JKM akurat z mojego okręgu wyborczego startuje – dostanie mój głos :).

Dodaj komentarz